Sobota upłynęła mi strasznie szybko - najpierw ogarnęłam mieszkanie po całym tygodniu, potem wpadli znajomi, a popołudniu wybrałam się z mężem do kina. No i na czytanie jakoś mi czasu brakowało... przeczytałam kawałek "Gwałtu" Chmielewskiej i zaczęłam "Przywoływacza dusz".
Poszliśmy na ekranizację powieści Stiega Larssona "Dziewczyna z tatuażem". Zwykle niechętnie oglądam ekranizacje, bo zwykle mnie rozczarowują.Moje wyobrażenia nijak się mają do wyobraźni twórców filmów.
Tym razem film mnie zaintrygował, a książka jest przecież rewelacyjna. Poszliśmy.
Film trwał 3 godziny, jednak jest świetnie zrobiony. Rooney Mara jest doskonała w roli Lisbeth Salander - dokładnie tak ją sobie wyobrażałam, a Daniel Craig też całkiem nieźle odegrał Blomkvista. Tło akcji również spełniło moje oczekiwania. Może parę rzeczy zostało pominiętych w ekranizacji, ale moje ogólne wrażenia są bardzo dobre. Film jest świetny - polecam!
Jeśli zaś chodzi o "Gwałt" Joanny Chmielewskiej, czytałam mnóstwo niepochlebnych opinii i postanowiłam się sama przekonać, jaka jest ta książka. Uwielbiam przecież Chmielewską!
Niestety, przeczytałam 1/3 książki i ....nudziłam się.... Masakra! Nie byłam w stanie jej przeczytać. Na razie odłożyłam. Może sięgnę po nią latem, kiedy okoliczności będą bardziej sprzyjające i czasu więcej....

