piątek, 27 grudnia 2013

Listy z wyspy zwanej Niebem - Jessica Brockmole

Rok 1912. Dwudziestotrzyletnia poetka Elspeth Dunn jest żoną rybaka, lecz panicznie boi się wody. Nigdy nie opuszczała swojej rodzinnej „dzikiej, pogańskiej, zielonej” szkockiej wyspy Skye. Jest zaskoczona, gdy dostaje pierwszy list od wielbiciela – oczarowanego jej wierszami studenta z dalekiej Ameryki. Tak zaczyna się korespondencja, która wkrótce stanie się sensem ich życia. Elspeth i David dzielą się ulubionymi lekturami, najśmielszymi marzeniami, najgłębszymi sekretami, aż z ich rozmów na odległość rodzi się przyjaźń i miłość. Kiedy jednak wojna ogarnia Europę i David zgłasza się na front, Elspeth może tylko czekać na swojej odludnej wyspie i modlić się, by przeżył…
Rok 1940. Margaret, córka Elspeth, zakochana w pilocie RAF-u nie rozumie, czemu matka ostrzega ją przed wojenną miłością. Kiedy ich domem wstrząsa wybuch bomby, pokój zaścielają listy ze skrytki w ścianie, a Elspeth znika. Pozostaje tylko jeden list, jeden trop.

Okładka:  miękka
Ilość stron:    336
Wydawnictwo:   AMBER

W dzisiejszych czasach tak niewielu ludzi pisze do siebie listy. Chodzi mi o taki tradycyjne listy, a nie maile, czy sms-y. Tradycja powoli umiera, a my na to, niestety, pozwalamy. Czyż nie ma nic piękniejszego niż listy ukochanych osób, do których można wrócić po latach? Takich wspomnień nic nam nie odbierze - może czasem warto cofnąć się w tył? ...

Kiedy przeczytacie " Listy z wyspy zwanej Niebem", na pewno zmieni się wasz punkt widzenia  na ten temat. Bowiem cała powieść ma formę listów, wymienianych najpierw w 1912 roku przez poetkę Elspeth Dunn i jej wielbiciela Dawida, a później, w czasie wojny w 1940 roku, śledzimy koresponcję pomiędzy kobietą, a jej córką Margaret oraz pomiędzy Margaret i młodym lotnikiem, Paulem.
Całość jest bardzo intymna, szczera i wzruszająca. Chwilami ma się wrażenie jakby się podglądało czyjeś życie i podczytywało intymny pamiętnik. Cudowna forma!

Elspeth jest młodą kobietą, poetką, która mieszka na wyspie Skye w Szkocji. Choć pochodzi z rodziny rybaków, nigdy nie opuszczała wyspy, z powodu... strachu przezd wodą. Pewnego dnia otrzymuje list od wielbiciela swoich wierszy, z Ameryki. Zaczynają wymieniać się korespondencją coraz częściej, a ich więzy zacieśniają się. Najpierw przyjaźnią się, potem poznają bliżej... Ich sielankę przerywa wojna.
Po wielu latach, Margaret, córka Elspeth, w czasie zawieruchy II wojny światowej, pisze do matki o swoich zaręczynach z młodym lotnikiem, Paulem. Matka, chcąc dla swego dziecka jak najlepiej, ostrzega córkę przed pochopnymi decyzjami w trudnych czasach. Kiedy w ich dom trafia bomba, Elspeth znika .... Córka podąża jej śladem.

Forma tej powieści oczarowała mnie. Jest tak różna od naszej codzienności, i w tak bardzo intymny sposob ukazuje czyjeś życie, uczucia, myśli. Jest bardzo osobista, a przy tym wzruszająca i intrygująca. Podobieństwo między losami córki i matki uderza, a przeszłość powraca i zmienia ich życie. Tę fascynującą powieść pochłonęłam w jedno popołudnie, przy blasku choinki i kominka - to był dla mnie cudowny i niezapomniany czas. Jeśli potrzebujecie chwili dla siebie, pełnej wzruszeń, ciepła i refleksji - sięgnijcie po powieść Jessici Brockmole oraz po kubek aromatycznej herbaty - niezapomniane wrażenia gwarantowane!



3 komentarze:

  1. Mnie też mogłaby oczarować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytałam i bardzo miło i ciepło ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę przeczytać, potrzebuję takiego literackiego oczarowania.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...